ETAPY ROZWIĄZYWANIA KONFLIKTÓW

 

Pierwszy krok to - rozpoznanie l nazwanie problemu.

Chodzi tu o słowne wyraże­nie własnych potrzeb, życzeń czy dążeń i napotkanych trudno­ści. Th. Gordon przewiduje nawet organizowanie specjalnego posiedzenia rodzinnego, na którym kolejno wszyscy członko­wie rodziny nie wykluczając dzieci nawet przedszkolnych zgłaszają swoje życzenia. Na tym etapie trzeba także określić, co stanowi istotę konfliktu, to znaczy, które dążenia są sprzecz­ne i wykluczają się nawzajem. Uczestnicy mają prawo wypo­wiedzieć także, co przeżywają uczuciowo i dlaczego im na re­alizacji ich planów zależy. Są to, bowiem elementy istotne, de­cydujące o randze zgłaszanych potrzeb czy dążeń. Na konfe­rencji rodzinnej obowiązuje oczywiście bezpośredni sposób przedstawienia sprawy i wykluczenie wzajemnych oskarżeń, takich jak: „Odkąd jesteśmy małżeństwem, to znaczy od sied­miu lat, co roku odbywaliśmy zawsze tylko piesze wędrówki górskie..."

Krok drugi to - sformułowanie celów dążeń.

Krok ten jest ważny, gdyż pozwala spojrzeć na zgłaszane ży­czenia i plany pod kątem ich znaczenia dla późniejszych celów i dokonać oceny pod tym właśnie kątem: „Potrzebuję trochę biernego wypoczynku po całorocznej dreptaninie na dwu eta­tach, zawodowym i domowym, mogłabym wtedy przeczytać wreszcie zaległe lektury i wrócić wypoczęta do pracy" - „Po całorocznym wysiadywaniu przy desce projektanta, na konfe­rencjach i w autobusach potrzebuję wysiłku fizycznego i ruchu, a także na biwakowym żywieniu straciłbym kilka kilogra­mów na wadze..." - (dziecko): „Zależy mi na tym, żeby nau­czyć się pływać i móc pływać żaglówką..." Ten krok w prze­biegu rozważeń pozwala przesunąć ocenianie poszczególnych dążeń z widzenia ich pod kątem nasilenia chęci, czy stopnia przyjemności - na wartości trwalsze i owocujące w dalszym życiu.

Krok trzeci - poszukiwanie rozwiązań.

Ten krok postępowania stanowi zbieranie wielu możliwych rozwiązań, tak jak się nasuwają. Trzeba je starannie spisywać, nie oceniając ani ich wartości, ani realności. Dobrze, żeby było ich jak najwięcej. Nie muszą być ani rozsądne, ani łatwe w re­alizacji. Mogą nawet przekraczać to. co swymi życzeniami su­gerowali na początku uczestnicy konfliktu. Mają tu prawo po­jawić się nawet zwariowane pomysły - to jest najbardziej twórcza faza rozwiązywania konfliktu. Pomysłów nie ocenia się jeszcze, tylko je notuje. Wskazane byłoby niejako wyłącze­nie na tym etapie rozsądku krytycznego. („A może by tak po­jechać na jakąś górzystą wyspę w Grecji?")

Krok czwarty - ocena proponowanych rozwiązań.

Dopiero po zamknięciu listy pomysłów, gdy nikomu już nic nie wpada do głowy, wolno przystąpić do ich oceny. Ocenia się je pod kątem celów, sformułowanych na poprzednich eta­pach, i pod kątem realnych możliwości („Grecja odpada, bo to za kosztowne"). Warto poświęcić także uwagę uczuciom, jakie budzą poszczególne projekty. Rozwiązania, które budzą zde­cydowany sprzeciw któregokolwiek z uczestników, skreśla się („Nie zgadzam się na mieszkanie w namiocie i gotowanie po­siłków w warunkach biwakowych, wielokilometrowe wędrów­ki po zakup chleba itp.").

Pod koniec takich rozważań na liście zgłoszonych możliwości rozwiązań pozostają dwa albo trzy, niebudzące zdecydowa­nych sprzeciwów, spośród których można dokonać ostatecz­nego wyboru.

Krok piąty - wybór najlepszego rozwiązania.

Dopiero ten piąty krok stanowi ostateczne rozwiązanie proble­mu. Ostrożny autor proponuje - gdy chodzi o problemy życia domowego - każde rozwiązanie przyjąć tytułem próby na określony czas, by potem na następnym posiedzeniu małżeń­skim czy rodzinnym ocenić realizację i ustalić (znowu w pięciu krokach) ewentualne modyfikacje tego rozwiązania na następ­ny wyznaczony okres. W wypadku naszego urlopowego przy­kładu decyzja może objąć np. dwa tygodnie urlopowe z moż­liwością przedłużenia w wypadku, gdy wszyscy będą zadowo­leni, albo też powrót do domu, albo też jakiekolwiek inne de­cyzje.

 

Wartością szczególną metody Gordona jest włączenie elementów twórczych: nie wybiera się bowiem między dwie­ma propozycjami, lecz otwiera się możliwość zupełnie no­wych rozwiązań. Nasza przykładowa rodzinka mogłaby zapalić się rzeczywiście do wycieczki zagranicznej, a wobec braku funduszów przyjąć zasadę oszczędzania do przyszłego roku, a tegoroczny urlop spędzić u przyjaciół albo krewnych na wsi, gdzie mąż mógłby wyładować (i nabrać) siły, pomagając przy żniwach lub budowie, a żona znalazłaby jakieś wolne godziny na lekturę w sadzie, a jej pomoc w gospodarstwie domowym byłaby mniej dla niej uciążliwa niż samodzielne gospodarzenie we własnym domu albo na biwaku.

 

Obraz Tumisu z Pixabay